wtorek, 20 czerwca 2017

Nowy profil

Długo ostatnio myślałam i stwierdziłam, że pora zamknąć w moim życiu jeden rozdział.
Tak więc postanowiłam zakończyć publikowanie na tym profilu i stworzyłam nowy,
zaczynam od nowa z pustą kartką.
Mam już pomysł na bloga i parę rozdziałów, lecz na razie ich nie publikuje, zrobię to jak będę miała większość opowiadania.
Tego profilu nie usuwam, zostawiam go dla was, ale zapraszam na nowy.

https://milosc--jest--najwazniejsza.blogspot.com/ <--- oto nowy blog, są już bohaterowie i tyle na razie.
 https://ask.fm/nataliabab0808 -mój nowy ask.




Jeszcze raz dziękuje wam za wszystko, za tyle miłych komentarzy, wyświetleń, jesteście wielcy!


niedziela, 5 marca 2017

Epilog

***

7 lat później..

-My jesteśmy spakowani, dołóż parę koszulek i piłkę dla Crisa i nie zapomnij o misiu.
Zawieź go na trening na 10, wyjedźcie szybciej bo mogą być korki, później ja go odbiorę i spotkamy się w domu o 14, o 17 macie mecz, jutro wyjazd z domu o 7-mówiła szybko zakładając buty.
-Spokojnie-powiedział i pocałował żonę-damy radę, jedź ja dokończę wszystko,kocham Cię.
-Ja ciebie też-powiedziała i musnęła jego wargi.
-Fuj!-krzyknął chłopiec stojąc w progu.
-Pa kochanie, załóż kurtkę bo wieje-powiedziała całując chłopca w czoło.
-Dobrze mamo-odparł znużony,
-I strzel dla mnie gola-dodała a uśmiech na twarzy chłopca powrócił.
-Jasne!-krzyknął i podbiegł do ojca, który wziął go na ręce.
Spojrzała na nich i z uśmiechem na twarzy wyszła z domu.
I tak było bardzo często, żyli w biegu, lecz kochali się.
6 lat temu na świat przyszedł ich syn Cristiano Francesc Bartra.
To ona wybierała imiona a Marc zgadzał się z nią, Ronaldo, gdy tylko dowiedział się jak będzie miał na imię ich syn, przysłał im wiele rzeczy dla nowego członka rodziny w tym wielkiego misia.
Fabregas za to był ojcem chrzestnym Crisa, którego chłopiec uwielbiał, gdy tylko Cesc pojawiał się w ich domu, Cris nie odstępował go na krok.
Dziadkowie również kochali swojego wnuka, choć Leo na początku wyraził swój sprzeciw co do imienia chłopca, lecz widząc wzrok żony i córki szybko zmienił zdanie.
Mały Cris rósł jak na drożdżach i szybko okazała się, że jest podobny do ojca, mimo 6 lat wyglądał jak mała kopia Marca.
Chociaż talent do piłki odziedziczył po obojgu rodzicach, jak na swój wiek wyróżniał się wielkim talentem i już teraz grał z starszymi rocznikami w La Masii jako napastnik z czego Ana była dumna.
A jak związek Any i Marca?
Mimo tylu lat on nadal rozkwitał, z dnia na dzień poznawali się na nowo, mimo kłótni, które zdarzały się czasami, kochali się a ich miłość z biegiem czasu rosła.
Ronaldo ożenił się z Mia i razem wychowywali dwójkę dzieci, Juniora i Juana. Portugalczyk na każdym kroku dziękował Ana za poznanie go z piękną Hiszpanką, a dziewczyna była szczęśliwa, że Cristiano znalazł w końcu miłość życia.

***

Dojechała na stadion i szybko przebrała się, po drodze zahaczyła o trening młodych piłkarzy.
-Cześć młody-krzyknęła widząc brata a ten natychmiast podbiegł i przytulił siostrę.
-Hej Ana!
-Jak tam trening?-zapytała.
-Dzisiaj mam zadebiutować w pierwszej drużynie Barcy-odparł dumnie.
-Naprawdę!-krzyknęła
-Boje się-powiedział cicho.
-Nie masz czego, naprawdę, będziesz świetny, mało kto w twoim wieku gra już w pierwszej drużynie, masz 15 lat a już Ci się to udało. Jesteś świetny i w przyszłości możesz pobić nawet ojca.
-Ale czy nie jestem za młody? W końcu tam grają profesjonalni piłkarze a ja..
-Nie, nie jesteś za młody, masz wielki talent po Messich, jeśli trener widzi w tobie zawodnika pierwszej drużyny to tak jest. A jak rodzice wiedzą?
-Nie, chciałem im zrobić niespodziankę, możesz zaprosić ich na mecz?
-Oczywiście, skończyliście już?
-Tak, teraz mam wolne dwie godziny i potem trening z pierwszą drużyną.
-To idź się przebrać i odpocząć i możesz przyjść na końcówkę mojego treningu.
-Jasne-powiedział i przytulił ją.
-Uwierz mi, że ojciec będzie pękał z dumy tak jak ja-odparła uśmiechając się.
-Dzięki.
-Leć do kolegów a wieczorem widzimy się na ławce rezerwowych-odparła i ruszyła na swoje boisko.

-Dlaczego nie powiedziałeś mi, że Thiago zagra-odparła z wyrzutem widząc Enrique.
-To była niespodzianka ale widzę, że młody się wygadał, jak on się czuje?
-Boi się ale myślę, że będzie dobrze. Myślisz, że da rade? Ma 15 lat, to mało.
-Ale gra jak nie jeden 25 latek, już bardzo przypomina ojca i za parę lat może być lepszy od niego. Da radę, ma wiele cech po ojcu, szczególnie lewą nogę ale u was to chyba rodzinne-odparła i faktycznie coś w tym było, Leo, Ana Thiago, Mateo i nawet mały Cris byli lewonożni.
-Geny robią swoje.
-A co u ciebie?-zapytał.
-Dobrze, jutro wyruszamy z Hiszpanami na mecze, Cristiano jedzie z nami, wszystko po staremu.
-Cris razem z Mateo też wymiatają, tą najskuteczniejszym duetem w swojej lidze, za niedługo cały skład będzie składał się z potomków Messich-dodał ze śmiechem.
-Możliwe, jak widać rodzina piłkarzy-powiedziała i wzięła piłkę, widząc wychodzące koleżanki.


Wieczorem, udało jej się przekonać rodziców do przyjść na mecz, zasiedli oni wraz z Cristiano i Mateo w loży honorowej, tuż nad ławką rezerwowych, Thiago przemknął niezauważony i usiadł na ławce.
-Thiago idź na rozgrzewkę-powiedziała Ana podchodząc do piłkarza-dasz radę, pamiętaj wszyscy jesteśmy z ciebie dumni-dodała widząc jego stres.
Zdumieni rodzice chłopaka patrzyli z niedowierzaniem na boisko.
-Czy to..-zaczęła Anto.
-Nie, to nie możliwe-dodał Leo, lecz gdy w 55 minucie na telebimie zauważył imię i nazwisko syna poderwał się i przeskoczył barierki.
-Ana możesz mi to wytłumaczyć!-krzyknął zdumiony.
-Co? Twój syn właśnie debiutuje w Fc Barcelonie!-krzyknęła przekrzykując wiwatujący tłum.
-Ale jak to? Powiedział mi, że idzie do kolegi, on ma 15 lat!
-I już Cie pobił, przygotuj się, za parę lat to on będzie najlepszy w historii!
-Mój Thiago-powiedział z dumą i rozpłakał się patrząc na syna.
-Nasz-poprawiła go i uśmiechnęła się widząc łzy szczęścia na twarzy ojca.
Niespełna kwadrans później Thiago strzelił gola a wszystkim akcja przypomniała legendarnego Leo Messiego, który właśnie ściskał syna.

-Kochanie, powiedz mi jeszcze raz, na pewno chcesz jechać z nami? Nie chcesz zostać z dziadkami?
-Nie, chce się zobaczyć z wujkiem Cesciem, powiedział, że ma dla mnie prezent-odparł i pobiegł do auta a Ana spojrzała na Marca.
-Na mnie nie patrz, nie wiem o co chodzi-odparł podchodzą do niej i całując ją.

Byli szczęśliwą rodziną i żyli ze sobą jeszcze długi czas, mimo dawnych przeciwności losu, udało im się stworzyć szczęśliwy związek, który przetrwał wszystko.

***

No i cóż, koniec.
co mogę powiedzieć? Chyba tylko dziękuje!
Dziękuje wam za tyle wyświetleń i pozytywnych komentarzy!
Dziękuje wam, że byliście ze mną przez ten cały czas.




sobota, 18 lutego 2017

Rozdział 35

***


Na trening przyjechał szybciej, chciał się jeszcze spotkać z Aną przed przyjściem chłopaków, tęsknił za nią chociaż widzieli się wczoraj, kochał ją mocno i każda nawet najmniejsza rozłąka była dla niego utrapieniem.
-Cześć-odparł z uśmiechem widząc dziewczynę, ta podeszła do niego i odciągnęła go na bok.
-Hej-odparła całując go.
-Takie powitania to ja lubie-odparł i zbliżył sie do dziewczyny.
Co robicie gołąbeczki?-usłyszeli i odskoczyli od siebie.
-Gerard!-krzyknęła i pocałowała piłkarza w policzek.
-Przerwałem wam w czymś?-zapytał uśmiechając się szeroko.
-Zmiataj do szatni bo będziesz biegać za kare-powiedziała cała czerwona a piłkarz śmiejąc się głośno wszedł do pomieszczenia.
-Musimy bardziej uważać-powiedziała i pociągnęła chłopaka do schowka na sprzęt.
-Romantycznie-powiedział ze śmiechem i pocałował piłkarkę. Po chwili drzwi się otworzyły a oni ponownie odskoczyli od siebie.
-Mam wziąć sprzęt-odparł Munir patrząc na nich dziwnie.
-Marc zaraz przyniesie-odparła i trzasnęła drzwiami.
-Coś ciężko nam to dzisiaj idzie-odparł i szybko musnął jej wargi i wyszedł z pomieszczenia.
-Mamy jeszcze jakieś dwie minuty-odparła uśmiechając się.
-Wystarczy-powiedział, zbliżył się do niej i pocałował ją w kark.
-Marc! Zaraz nas ktoś zobaczy.
-Nie dbam o to, dzisiaj po treningu jedziemy do mnie?-zapytał szeptem tuż przy jej uchu.
-Yyy, czy my wam przeszkadzamy?-usłyszeli, dziewczyna zaklęła cicho i powoli odwróciła się w kierunku, z którego dobiegał głos. Przed nimi stali wszyscy piłkarze i trener.
-Co wy robicie?-zapytał Enrique.
-Spiskujemy-odparła szybko dyskretnie puszczając piłkarzowi oczko.
-Spiskujecie?!-krzyknęli.
-No, wiecie nie za bardzo was lubimy, wolelibyśmy pozbyć się paru z was-powiedziała patrząc na nich poważnie.
-Co?!-krzyknęli przerażeni.
-Błagam was, używajcie czasami mózgu-odparła i śmiejąc się weszła do szatni by przebrać się i ochłonąć.
Musieli na chwilę zwolnić, po wydarzeniach z dzisiaj wzbudzili podejrzenia, a ona nie była jeszcze gotowa na rozpowszechnienie tego związku.
Po treningu piłkarzy pożegnała się z Marciem i razem z ojcem wróciła do domu.


-Wychodzę!-krzyknęła stojąc przy drzwiach.
-Czekaj czekaj!-powiedział Leo i wszedł do holu.
-Co?
-Gdzie idziesz?
-Do Marca-odparła.
-O której wrócisz?-zapytał.
-To przesłuchanie? Wrócę jutro pa kocham Cię-powiedziała i zanim zdążył odpowiedzieć wybiegła z domu.
-Ale..


***

Uśmiechnięta machała do kibiców. Znajdowała się w drugim autokarze. Dziś był dzień fety a zarówno piłkarze jak i piłkarki Barcy mieli co świętować po minionym sezonie.
Byli już w połowie drogi, gdy autokar piłkarzy zatrzymał się, zdziwiona spojrzała w tamtą stronę po czym poczuła wibracje w kieszeni.
-Co wy znowu wyprawiacie?-zapytała odbierając telefon.
-Chodź do nas-krzyknęli piłkarze.
-Co?! Powariowaliście?!
-Przychodź tu, bez ciebie nie ma imprezy!-krzyknął Dani.
-Nie! Nigdzie nie idę! Jak niby mam to zrobić? Przefrunąć?!
-No przecież zatrzymaliśmy autokary, ruszaj ten tyłek i chodź tu!
-Nie ruszycie do puki nie przyjdę prawda?-zapytała.
-Tak!-krzyknęli piłkarze.
-Idź, bo nie dojedziemy tam nawet do jutra-powiedziała jej koleżanka uśmiechając się.
-Zabije ich-powiedziała i wysiadła z autokaru, przedzierając się przez tłum doszła do drugiego i weszła na dach.
-Czy wyście zdurnieli do końca?! Patrzcie jak ja wyglądam!-krzyknęła patrząc na porozrywaną koszulkę.
-Po co Ci tamta, mamy dla ciebie właściwą-powiedział Leo i podał córce nową koszulkę, taką samą jaką mieli piłkarze.
-Odwróć-dodał Ivan a dziewczyna uczyniła to i spojrzała na nazwiska piłkarzy, nic się nie wyróżniało do puki nie spojrzała na trenera a to co zobaczyła niżej odebrało jej głos.
-Ale jak to-zapytała cicho.
-Chyba nie myślisz, że po tylu sezonach nie będzie cie na koszulce-powiedział Andres a Ana pogładziła swoje nazwisko i uśmiechnęła się.
-Dziękuje.
-Idź się przebrać bo te pozostałości po poprzedniej nie zakrywają za dużo-powiedział Leo.
-Jasne-odparła i ściągnęła koszulkę a piłkarze otworzyli buzię widząc piłkarkę w biustonoszu.
-Ana!-krzyknął Leo i od razu zakrył córkę.
-No co?-powiedziała zakładając nową bluzkę.
-Nie musisz się chwalić przed wszystkimi swoim biustem.
-Ta a na plaży to niby w koszulce siedzę, daj spokój przecież to to samo-odparła z uśmiechem.
-Ja zwariuje-powiedział Leo przytulając córkę-chcesz ich do erekcji doprowadzić?-dodał cicho a dziewczyna zaśmiała się.


Po prezentacji pucharów i piłkarzy nadszedł czas na zdjęcia i wygłupy.
Ana stała z grupą dzieci rozdzielając im pozycje na boisku. Gdy wszystkich ustawiła, przyniosła małe bramki i stanęła obok młodszych zawodników pomagając im.
Ich mecz wzbudził wielkie emocje na trybunach. Kibice dopingowali młodych następców.
-Brawo mistrzu!-krzyknęła gdy Thiago strzelił gola a trybuny krzyknęły szczęśliwe.
-Ana możemy pogadać?-zapytał Marc.
-Dani zastąp mnie-odparła i ruszyła za Hiszpanem-O co chodzi?-zapytała stając koło niego.
-O nas, może to już czas na ujawnienie naszego związku?
-Nie wiem, boje się-odparła ciszej.
-Czego?
-Tego, że nie podołam, że nie będę taka jak chcesz żebym była, znasz mnie, jestem wredna, pyskata.
-I najlepsza na świecie-przerwał jej piłkarz-znam cię już parę lat, gdybym chciał uciec zrobiłbym to na początku a jednak nadal tu jestem. Jesteś kochana, pomocna, masz wielkie serce i to się liczy, nie ważne ile razy się pokłócimy, nadal będę kochał Cię tak samo-odparł patrząc jej w oczy.
-Jesteś najlepszym co mnie w życiu spotkało-powiedziała i pocałowała Hiszpana.

.
Po paru sekundach trybuny ucichły, piłkarze zdziwieni szukali wyjaśnienia, widząc całującą się parę zaczęli klaskać, wszystkie światła skierowane były na nich.
-Zabije Cię Bartra!-krzyknął Leo a Hiszpan odruchowo schował dziewczynę za sobą.
-Co mówiłem o przystawianiu się do mojej córki!-krzyknął chwytając go za koszulkę.
Piłkarze już mieli ruszyć w ich stronę gdy Messi znowu odezwał się.
-Długo mieliśmy jeszcze na to czekać?-zapytał ze śmiechem puszczając piłkarza.
-Tato! Przestraszyłeś nas!-pisnęła dziewczyna.
Bartra ponownie pocałował młodą Messi a stadion wybuchnął gromkimi brawami i okrzykami.
Następnego dnia wszystkie gazety na świecie pisały o nowym związku.


Miesiąc później...


-Marc oni nas zabiją!-krzyknęła zła.
-Przestań, przecież nie będzie tak źle, będę przy tobie, będzie dobrze.
-Tak?! A pamiętasz jak tata zareagował na nasz związek?
-Wygłupiał się przecież!
-A myślisz, że teraz też będzie się wygłupiał jak powiemy mu, że spłodziłeś mu wnuka tamtej nocy?!-krzyknęła wychodząc z auta.
-Ana, nie ważne co będzie, damy rade, ty ja i nasz mały piłkarz.
-Piłkarz? A może piłkarka?-zapytała uśmiechając się.
-Kocham ten uśmiech i kocham nasze małe dzidzi, nie ważne czy to będzie chłopiec czy dziewczynka-powiedział całując ją.
-Miejmy to już za sobą-powiedziała dzwoniąc do drzwi.
-Ana? Marc?-zdziwiła się Anto widząc młodą parę.
-Musimy wam coś powiedzieć-odparł Marc wchodząc do środka.
-Mamo, tato lepiej usiądźcie.
-O co chodzi?-zapytał Leo spełniając prośbę córki.
-Jestem w ciąży-powiedziała szybko.
-Co?!-krzyknęli.
-Jestem w ciąży-odparła spoglądając na rodziców.
-Jak to-szepnął Leo.
-Chyba nie muszę wam mówić skąd się biorą dzieci?
-Ale ty masz 17 lat, karierę przed sobą, jesteś za młoda na dziecko.
-Prawie 18, a przypomnieć Ci w jakim ty wieku miałeś pierwsze?-krzyknęła.
-Nie o to mi chodzi. Dobrze, który to miesiąc?-zapytał z uśmiechem.
-Pierwszy.
-Będziesz wspaniałą matką, tego jestem pewna-powiedziała Anto przytulając córkę.
-Nie ważne jakiej płci będzie dziecko, macie zaakceptować jego imie-powiedziała spoglądając znacząco na ojca.
-Dobrze-powiedział i przytulił córkę.

Następnego dnia Barca grała mecz z Realem Madryt. Wynik już w 3 minucie otworzył Ivan Rakitić.
W 55 minucie Bartra strzelił gola z główki i od razu podbiegł po piłkę wkładając ją pod koszulkę i celebrując gola dla nienarodzonego dziecka.
Wzrok wszystkich piłkarzy powędrował na Anę.
-Czy chcesz nam coś powiedzieć?-zapytał Enrique.
-Musiałeś teraz?-zapytała gdy Marc podbiegł do niej.
-Nie będę czekać dłużej! Cały świat musi wiedzieć, że będę miał  dziecko-powiedział i pocałował ją.
-Wracaj na boisko.
-Jesteś w ciąży?!-krzyknęli piłkarze.
-Tak.
-Nie wierze-odparł Jordi.
-Ale jak to?
-Czy wam również mam tłumaczyć jak się dzieci robi?-zapytała patrząc na nich.
-Nie, nie!
-Gratulacje!-krzyknął Xavi przytulając ją.
-Dobra koniec, skupmy się na meczu a nie na moim dziecku-powiedziała i ponownie spojrzała na murawę.

Po zakończonym zwycięsko spotkaniu Ana od razu podbiegła do Cristiano.
-Cris czekaj!
-Co?-warknął.
-Chciałam się tylko przywitać-powiedziała patrząc na niego.
-Cześć i pa-powiedział i ruszył do tunelu.
-Cristiano!-krzyknęła.
-Co?!
-Wróć tu natychmiast-krzyknęła a piłkarz spełnił jej prośbę.
-Czego chcesz?!-fuknął.
-Powiesz mi co się dzieje-zapytała i zmusiła go by spojrzał na nią, w jego oczach było widać ból.
-Chcesz wiedzieć?!-krzyknął a ona przytaknęła-Dobra! Jesteś z Bartrą, będziesz miała dziecko a ja nadal jestem sam!-krzyknął a piłkarze spojrzeli na niego.
-Cris-szepnęła i przytuliła go-zaczekaj tu, zaraz wracam-powiedziała i pobiegła na trybuny.
-Ana!-krzyknęła kobieta i przywitała się z piłkarką.
-Chodź idziemy!-powiedziała i pociągnęła ją za rękę.
-Co?! Gdzie?!-zapytała zdziwiona.
-Poznać twojego idola, chodź!-krzyknęła i pociągnęła dziewczynę w trykocie Realu Madryt na boisko-jakim cudem przetrwałaś mecz w loży Barcelony.
-Nie wszyscy kibice to buraki, było na prawdę miło.
-Chodź-powiedziała gdy ta zatrzymała się.
-Nie, nie potrafię..
-Co?! Dlaczego?!
-Boję się.
-Obiecuje, że Cris Cię nie zje, on jest super facetem.
-W to nie wątpię.
-To chodź poznać swojego idola.
-Po co miałem czekać?-zapytał zniecierpliwiony Portugalczyk.
-Mia poznaj Cristiano Ronaldo, Cris ta oto urocza blondynka nazywa się Mia Sanchez-piłkarz otworzył oczy ze zdumnienia, nigdy nie widział tak ślicznej kobiety.
-Cześć-wykrztusił jedynie.
-Ja lecę, poznajcie się, odwieź ją później do mnie albo i nie-odparła z uśmiechem-to twoja szansa, powodzenia-dodała szeptem do Portugalczyka.
Odeszła od nich i z uśmiechem spojrzała jak zachwycają się sobą, była pewna, że z tego coś będzie.
-Co znowu zrobiłaś?-zapytał Marc obejmując ją.
-Ja? Nic.
-Twój uśmiech wszystko zdradza.
-Pomogłam pewnej miłości rozwinąć się.
-Jesteś niemożliwa ale i ta Cię kocham-powiedział i pocałował dziewczynę.

***
Krzyczcie, bijcie a nawet zabijcie mnie!
Wiem przegięłam pół roku bez żadnego rozdziału.
Przepraszam, niestety klasa maturalna i własne problemy nie dały mi nawet chwili spokoju.
Dziś dodałam więcej by zostawić tylko epilog. Miało to trochę inaczej wyglądać ale chce to już skończyć dla was.
Jeśli jeszcze ktoś tu pozostał proszę o chociaż mały komentarz bym wiedziała, że jednak jesteście i wspieracie mnie.
Kocham was!

środa, 21 września 2016

Informacja

Naprawdę nie wiem co mam napisać. Kolejne przeprosiny?
Ale czy wy mi jeszcze wybaczycie?
Może napisze trochę słów wyjaśnienia:
-nie zawiesiłam bloga po prostu przez ten czas wiele dobrego i złego mnie w życiu spotkało..
-zamierzam go dokończyć a nawet więcej już pisze ostatnie rozdziały tego opowiadania.
-zaczęłam pisać już nowe opowiadanie, większość mam już w głowie ale trzeba to jakoś przelać na papier.
-kiedy ono się pojawi? Nie wiem. Nie zamierzam wam znowu robić takich długich przerw więc chce najpierw troche rozdziałów mieć napisanych zanim zacznę je publikować.
-oczywiście będzie ono o Bartrze i Barcelonie :D
-Dajcie proszę znać czy zamierzacie je czytać i czy ma sens je publikować nawet jeden mały komentarz ma dla mnie znaczenie. Chciałabym wiedzieć ilu was jest :)

To chyba wszystko nowy rozdział na pewno za niedługo się pojawi czekajcie jeszcze trochę. 
I proszę o aktywność :)

niedziela, 3 lipca 2016

Rozdział 34


***

Od miesięcy trenowała ciężko pod okiem Luisa, nikt nie wiedział co tak naprawdę robi dziewczyna po treningach piłkarzy.
Raz próbowali się tego dowiedzieć ale wpadli i przez następne dwie godziny biegali w kółko, od tego czasu nie wtrącali się w ich sprawy.
Z dnia na dzień było coraz lepiej, potrafiła już grać i teraz tylko doskonaliła kondycję.
Była szczęśliwa mogąc znowu poczuć piłkę przy nodze.
-Myślę, że na następny mecz będziesz gotowa-powiedział po treningu.
-Jeszcze parę miesięcy temu leżałam i użalałam się nad sobą, dziękuje Ci, że wtedy mi pomogłeś i pomagasz do teraz, bez ciebie nic bym nie zrobiła.
-Nie ma za co, bardzo się cieszę.
-Dobra jedźmy na stadion bo Ci idioci znowu coś narobią przed meczem-powiedziała i ruszyła do wyjścia.
-Nie zapomniałaś o czymś?-zapytał i rzucił jej kulę.
-Dzięki, za niedługo w końcu się ich pozbędę-odparła z uśmiechem.
Po paru minutach byli na stadionie, weszła na chwilę do piłkarzy życząc im powodzenia i usiadła na rezerwie.
Zobaczyła wbiegających na rozgrzewkę wszystkich piłkarzy i usiadła na ławce rezerwowych.
Po pierwszej połowie Barcelona przegrywała bramką z Malagą, karnego dla Barcy nie wykorzystał jej ojciec, zła, gdy tylko sędzia zakończył połowę stanęła i zagrodziła piłkarzom zejście do szatni.
-Co robisz?-zapytał Neymar.
-Obracać się i wracać na boisko!-krzyknęła zła.
-Co?!-krzyknęli zdziwieni.
-Claudio stań proszę w bramce a reszta brać piłki i ustawić się na linii jedenastego metra.
-Co robisz?-zapytał Enrique gdy piłkarze ruszyli na murawę.
-Pokaże tym idiotą jak się strzela karne-odparła i z uśmiechem ruszyła do piłkarzy.
-Niech będzie-powiedział i dorównał jej kroku.
-Ustawcie się po kolei i strzelajcie karne, bo to co ostatnio się dzieje przy jedenastkach to horror, Messi i Neymar, co wy wyprawiacie? Marnujecie tylko okazje do strzelenia gola, proszę się ustawić i pokazać mi, że ktokolwiek potrafi strzelić-powiedziała a oni wykonali jej polecenie.
Zaczęli strzelać większość piłek nie trafiła nawet w bramkę.
-Dobra koniec!-krzyknęła zła-Czy wy wszyscy musicie strzelać na siłę, żaden z was nie próbował strzelać technicznie, a potem większość piłek wylatuje w kosmos.
-Dobrze mówi, starajcie się używać mniej siły a więcej techniki-dodał Luis.
-Trzymaj-fuknęła i rzuciła ojcu kule a pozostali zdziwieni spojrzeli na nią.
Nadal na jednej nodze podskoczyła do piłki i spojrzała na piłkarzy, którzy z zaciekawieniem obserwowali jej ruchy. Popatrzyła na trenera, który uśmiechnął się.
-Pokaż im jak to się robi-odparł i zaśmiał się z ich min.
Dziewczyna po raz ostatni spojrzała na piłkarzy i stanęła przy piłce, wzięła rozmach i technicznie władowała piłkę do bramki, zdziwiony bramkarz nawet nie spojrzał na piłkę.
-Co do cholery!-krzyknął zdziwiony.
-Umiesz chodzi i do tego grać!-krzyknął Marc i przytulił ją.
-Ale jak? Przecież widziałem, że nie potrafisz stanąć na nogi-powiedział Leo.
-Pewien uparty i kochany mężczyzna pokazał mi, że wszystko jest możliwe gdy się tylko chcę, pomógł mi stanąć na nogi i gdy lekarze potwierdzili, że mogę grać pomógł mi-powiedziała i przytuliła się do Enrique.
-Nie wierze-wyszeptał Leo a Ana wzięła piłkę i zrobiła kilka trików na koniec strzelając bramkę.
-To uwierz, mogę chodzić i grać!-krzyknęła i podbiegła do niego a on przytulił ją.
-Tak bardzo się cieszę-wyszeptał.
-To jak chłopaki pokażecie Maladze w drugiej połowie? Chcę widzieć najlepszą Barcę! I idźcie mi to wygrać!-krzyknęła i ruszyła na ławkę trenerską a piłkarze z powrotem na swoje pozycje.

Tego dnia stał się cud, jedna z najlepszych piłkarek na świecie stanęła na nogi i znowu powróciła do grania. To był jeden z pamiętnych dni w historii piłki.

***

Czerwiec..

Zaraz po treningu wszedł do auta i ruszył przed siebie, czuł, że musi tak zrobić. Jechał i rozglądał się dookoła, nigdy tędy nie jechał a przynajmniej nie pamięta. Zatrzymał się i wyszedł z samochodu, ruszył w głąb lasu, po paru minutach doszedł do pięknej opuszczonej plaży.
Widok zaparł mu dech w piersiach, mimo iż czuł, że nie był tu pierwszy raz.
Ściągnął buty i podszedł do morza, oparł się o głaz i nagle chwycił się za głowę.
Przed oczami przebiegły mu wszystkie chwile z Aną, gdy to minęło upadł na kolana.
Wiedział już wszystko, całował się tu z Aną, dlatego plaża nie była dla niego obca.
Zastanawiał się tylko dlaczego dziewczyna nie pokazała mu tego miejsca ponownie, nie chciała by o nim wiedział
Wsiadł do auta i pojechał na boisko gdzie dziewczyna miała trening, zaczekał w samochodzie i gdy tylko dziewczyna pojawiła się przed wejściem wyszedł i podszedł do niej.
-Marc? Co tu robisz?-zapytała zdziwiona.
-Przyjechałem po ciebie, chce pogadać-powiedział i ruszył w stronę pojazdu a dziewczyna za nim.
-Dobrze, to o czym chciałeś pogadać?-zapytała gdy już jechali.
-Zaczekaj chwile-powiedział i dojechał na miejsce.
-Co?!-zapytała zdziwiona gdzie zajechali.
-Czemu nie powiedziałaś mi o tym miejscu?-zapytał gdy doszedł na plaże.
-Skąd o nim wiesz?
-Przypadkiem odkryłem, nie odpowiedziałaś na moje pytanie-odparł spoglądając na nią.
-Nie było potrzeby-powiedziała speszona.
-Nie? A to, że całowaliśmy się tu też nie było potrzebne?-zapytał podchodząc do niej.
-Skąd wiesz?!
-Przypomniałem sobie o tobie wszystko, właśnie tu, przypomniałem sobie, że całowałem Cię tu w twoje urodziny, że uciekłaś chociaż nie wiem czemu, przypomniałem sobie co chciałem Ci powiedzieć w czasie wypadku.
-Co chciałeś mi powiedzieć?-zapytała gdy dzieliło ich zaledwie kilka centymetrów.
-Wiedziałem to już przed wypadkiem, po nim ponownie te uczucie odżyło we mnie. Ana kocham cie! To chciałem Ci powiedzieć, przed wypadkiem, po nim znowu się w tobie zakochałem.
-Co?!-zapytała zdumiona.
-Kocham Cię-odparł i musnął jej wargi.
-Marc-odparła odsuwając się od niego.
-Co?
-Ja nie mogę-powiedziała i cofnęła się.
-Dlaczego?-zapytał i ponownie ją pocałował.
-Marc-szepnęła.
-Powiedz słowo a przestane i zapomnę-odparł i spojrzał na nią.
Podniosła wzrok, uśmiechnęła się lekko i tym razem to ona pocałowała.
-Kocham Cię-odparła gdy oderwali się od siebie. Piłkarz uśmiechnął się i mocno przytulił dziewczynę.
-Tęskniłem-powiedział i po raz kolejny ją pocałował nie mogąc nacieszyć się smakiem jej ust.
-Możemy na razie zachować to w tajemnicy, nasz związek?-zapytała.
-Jeśli chcesz. Jak będziesz gotowa to powiemy wszystkim-odparł z uśmiechem, wziął ją za rękę i ruszył w stronę samochodu.

***

Przepraszam!!!
Bardzo was przepraszam za brak rozdziału od ponad miesiąca.

Przez ten czas wydarzyło się wiele w moim życiu, złego i dobrego. Mówiąc szczerze nie miałam ani czasu ani głowy do pisania. Teraz postaram się to nadrobić.
Mamy rozdział krótki ale przełomowy, teraz będzie o wiele więcej Any i Marca ale o tym już tyle.

Dziękuje wam za to, że jesteście ze mną i mam nadzieje, że nadal będziecie do następnego rozdziału, który na pewno pojawi się niebawem :) 

piątek, 20 maja 2016

Rozdział 33

***

Otworzyła oczy i powoli zaczęła widzieć obrazy. Była na sali pooperacyjnej.
Czyli już po wszystkim, nie ma nogi, bała się spojrzeć pod kołdrę.
Nie była na to gotowa.
Mimo wszystko zmusiła się i powoli odsunęła kołdrę.
Zdziwiona otworzyła szeroko oczy, miała dwie nogi, nadal miała lewą.
-Chyba ja też zacznę wierzyć w cuda-odparł lekarz wchodząc do sali.
-Co z moją nogą? Przecież jechałam na operacje.
-I byłaś na niej, po podaniu Ci narkozy, lekarze jeszcze raz obejrzeli nogę i zdziwieni doszli do wniosku, że stał się cud, nie widzieli tego wcześniej, ale twoja noga zaczęła się regenerować. Stwierdzili nie usuwać jej i zobaczyć co będzie się działo-powiedział z uśmiechem.
-Naprawdę?! Będę mogła grać?!-krzyknęła szczęśliwa.
-Tego nie powiedziałem, nawet jeśli udało nam się ją uratować, to nigdy nie będzie już tak sprawna jak przed wypadkiem, nie wiem nawet czy będziesz potrafiła chodzić.
-Co?! To po co mi ta noga! To tylko niepotrzebny kikut!
-Ciesz się, że ją masz, nie myśli teraz o przyszłości-odparł i wyszedł.
Wściekła uderzyła się w nogę, co było błędem bo od razu poczuła silny ból i krzyknęła, po paru sekundach w sali byli już przestraszeni piłkarze.
-Wynoście się! Słyszeliście?! Wynocha!-ryknęła i wybuchła płaczem, życie dla niej straciło sens, mimo iż zachowała nogę to po co, nie wiedziała czy będzie w stanie samodzielnie chodzić, po co jej takie życie?
Już nigdy nie poczuje tej adrenaliny z piłką przy nodze, tego szczęścia ze strzelonego gola czy z wygranego meczu. Teraz będzie tylko kaleką, która nic nie będzie potrafiła zrobić.
Nie chciała tak żyć, to nie miało sensu.

***

Miesiąc później..

Od dwóch tygodni była w domu, jednak wszystko się zmieniło. Całymi dniami siedziała w pokoju, nie wychodziła z niego.
Była cieniem siebie, niewiele jadła, przy każdej czynności potrzebowała pomocy.
Nie dopuszczała do siebie nikogo, nawet Cesc.
Marc też próbował parę razy z nią porozmawiać ale bez skutecznie.
Pewnego dnia w szale histerii zniszczyła wszystko co przypominało jej o piłce, zdjęcia, koszulki, wszystko co w nawet najmniejszym stopniu przywracało wspomnienia.
Nie chciała nic słyszeć o piłce, nie dopuszczała do siebie piłkarzy, nie obchodziły ją już mecze, mimo iż każdy piłkarz czy piłkarka Barcy dedykowali jej golę.
Nie widziała tego i nie chciała widzieć, nie mogła grać w piłkę to nie chciała mieć z nią nic wspólnego.

***

Miesiące mijały a Ana nie zmieniła się, jej noga z dnia na dzień była lepsza jednak nadal nie nadawała się do niczego, tak twierdziła dziewczyna.
Ana cały czas siedziała w pokoju, nie wychodziła z niego, odcięła się od świata. Mimo iż Leo próbował wszystkiego, sprowadzał lekarzy z całego świata, nikt nie pomógł jego córce. Zamknęła się na dobre.
-Cześć kochanie-odparł wchodząc do pokoju. Spojrzała na niego i odwróciła wzrok. Położył obiad i gazetę piłkarską, którą od razu porwała na strzępy i wyszedł. I tak było codziennie, siedział tam godzinami, z dnia na dzień opowiadając coraz mniej o klubie, mimo wszystko mówił o czym tylko się dało. Próbował, zachęcał ja do rozmowy jednak bezskutecznie.

Wyszedł z pokoju i załamany ruszył na dół.
-Znowu nic?-zapytała Anto.
-Nie-powiedział i usłyszał dzwonek do drzwi. ruszył w ich kierunku.
-Cześć-powiedział i wszedł do środka.
-Co tu robisz?-zapytał zdziwiony piłkarz widząc trenera.
-Przyszedłem porozmawiać z Aną.
-Powodzenia, ja próbuje od paru miesięcy-powiedział piłkarz i zaprowadził Enrique pod drzwi pokoju dziewczyny.
-Cześć Ana-powiedział wchodząc do środka. Zdziwiona spojrzała na niego lecz nic nie odpowiedziała.
-Jak tu wygląda! Siedzisz w ciemnościach i zaduchu!-powiedział i odsłonił i otworzył okno. Dziewczyna skrzywiła się lecz nadal nic nie odpowiedziała.
-Zamieniasz się w mima? I co nie zamieszasz się odezwać do końca życia?! Nie wygłupiaj się, musisz iść na przód, już za dużo użalasz się nad sobą!-krzyknął.
-Użalam się? To proszę bardzo zamień się ze mną! Nie potrawie nic zrobić bez czyjejś pomocy! Chcesz tak żyć?! Proszę bardzo, chętnie się zamienię, bo ja już mam dość.
-Brawo-powiedział z uśmiechem.
-Podpuściłeś mnie!-syknęła.
-A jak niby miałem zmusić się do gadania? Masz 17 lat i marnujesz sobie życie, musisz wstać na nogi i ruszyć dalej.
-Problem leży w tym, ze nie potrawie wstać.
-Ruszaj tyłek i wstań-rozkazał jej.
-To mi pomóż-syknęła zła.
-Nie, sama dasz radę-powiedział i spojrzał jak zaciska zęby i próbuje wstać. Po paru żmudnych próbach w końcu się jej udało.
-Widzisz, potrafisz.
-Super.wstałam po pół godzinie, jest się z czego cieszyć.
-Właśnie jest, wstałaś i to się liczy, mogłabyś to zrobić po paru godzinach ale udało Ci się.
-I co z tego? Wielkie mi rzeczy, wstałam z łóżka! Ale co dalej! Jak chcę grać! Chcę znowu poczuć zapach murawy i piłkę przy nodze.
-To jaki problem? Bierz piłkę i graj-powiedział patrząc na nią.
-Kpisz sobie ze mnie? Dobrze wiesz, że nie potrawie stanąć na tej nodze a co dopiero grać!-krzyknęła wściekła.
-Nie? A próbowałaś? Od paru miesięcy użalasz się nad sobą, nie dopuszczasz nikogo do siebie, twoi rodzice nie wiedzą co mają już robić, spójrz czasem na nich a nie tylko na siebie. Cały świat Cię wspiera!-krzyknął.
-Ja..-zaczęła lecz nie wiedziała co ma powiedzieć.
-Właśnie, brakuje Ci słów. Musisz się ruszyć, iść dalej, nie ważne jak będzie ciężko musisz iść na przód, dla siebie, dla rodziców, dla wszystkich, którzy próbują Ci pomóc.
-Dziękuje-powiedziała w końcu i przytuliła trenera.
-A teraz odłóż kule i podejdź do mnie-odparł robiąc trzy kroki do tyłu.
-Myślałam, że żartowałeś, nie potrawie-dodała ze smutkiem.
-Nie próbowałaś, jak nie spróbujesz to się nie dowiesz-powiedział i spojrzał na nią a ta po chwili zastanowienia odłożyła kule.
Złapała równowagę i zrobiła krok do przodu, od razu runęła w ręce mężczyzny.
-Nie potrawie.
-Jeszcze raz-rozkazał. Stanęła ponownie i ruszyła do przodu, zrobiła krok lekko kulejąc i stanęła.
Po chwili powtórzyła czynność.
-Umiem chodzić!-krzyknęła szczęśliwa i przytuliła się do trenera.
-Mówiłem, Leo opowiadał mi, że z twoją nogą jest z dnia na dzień coraz lepiej więc zrozumiałem, że mimo tego co mówili zaczniesz chodzić.
-Dziękuje Ci-wyszeptała a po jej policzkach popłynęły łzy, pierwszy raz od miesięcy były to łzy szczęścia.
-Brawo mała, trochę wiary w siebie i wszystko Ci się uda-powiedział z uśmiechem-a teraz zbieraj się-dodał.
-Co?! Gdzie?!-zapytała zdziwiona.
-Jak to gdzie, jedziesz ze mną na trening chłopaków. Twój ojciec pewnie jest już na miejscu.
-Nie chcę, nie chcę patrzyć na ich grę, wiedząc, że ja nie mogę.
-A kto Ci powiedział, że nie możesz? Teraz może nie ale skoro tym razem lekarze pomylili się to czemu nie miało by się stać tak w przypadku twojej gry?-zapytał.
-Nie wiem czy to możliwe-wyszeptała.
-Wszystko jest możliwy. Spraw by na twarzy twojego ojca pojawił się uśmiech, który zniknął kilka miesięcy temu. Pokaż mu, że jesteś twarda jak przystało na Messiego.
-Dobrze, pojadę z tobą-odpowiedziała uśmiechając się szeroko.
-I właśnie taki uśmiech chcę widzieć na twojej buzi bez przerwy. Ogarnij się i ubierz to-powiedział i wyciągnął z torby koszulkę trenerską-Bardzo brakowało nam twoich rad, masz co nadrabiać. Trzeba ich ustawić do pionu-powiedział ze śmiechem.
Dziewczyna ubrała się szybko i powoli o kulach wyszła za trenerem z pokoju.
-Ana?-zapytała zszokowana matka.
-Przepraszam i dziękuje za te kilka miesięcy-powiedziała przytulając Argentynkę.
-Od dawna czekałam na to, jak udało Ci się zejść? Zniosłeś ją?-zapytała Hiszpana.
-Sama zeszła, trochę trzeba było wbić jej do tego zakutego łba, że potrafi ale udało się.
-Ej!-krzyknęła i zauważyła brata przyczajonego w koncie pokoju.
Podeszła powoli do niego.
-Przepraszam mistrzu, zaniedbała Cię ale wynagrodzę Ci to-powiedziała odkładając kule i przytulając chłopca.
-Tęskniłem za tobą.
-Ja też Thiago, ja też.
-Zagrasz ze mną?-zapytał patrząc na piłkę.
-Jeszcze nie ale kiedyś na pewno, zbieraj się jedziesz z nami-powiedziała a chłopiec pobiegł do pokoju, po paru sekundach wrócił w koszulce Barcy ze swoim imieniem i numerem 10.
-No i pięknie wyglądasz-powiedział i ruszyła do drzwi-Wrócimy z tatą-powiedział i wyszła na podwórko.
Promienie słoneczne od razu uderzyły w nią. Brakowało jej tego, tęskniła za tym.
-Dobra, ruszać się, bo spóźnimy się na trening-powiedział Luis i włożył chłopca do samochodu.

Po 20 minutach byli na stadionie, weszła do środka lecz zatrzymała się przed wejściem na murawę.
-Co się stało?-zapytał trener.
-Boję się-powiedziała.
-Czego?
-Że już nigdy tu nie zagram-odparła cicho.
-Nie dopuszczę do tego, moja najlepsza napastniczka i pani kapitan musi wrócić-powiedział i ruszył na murawę.
Stała jeszcze chwilę i ruszyła powoli na boisko.
Uśmiechnęła się widząc wygłupiających się piłkarzy.
-Co to za obijanie się!-krzyknęła a piłkarze zastygli w bezruchu i ucichli. Powoli odwrócili się, myśląc, że zwariowali.
-Ana!-krzyknął Marc i podbiegł do dziewczyny od razu przytulając ją.
-Tęskniłam-wyszeptała i puściła piłkarza.
-Nareszcie córciu-powiedział Leo i ze łzami w oczach przytulił dziewczynę.
-Przepraszam tato za wszystko co wam zrobiłam.
-Nie masz za co, ważne, że się podniosłaś-powiedział i puścił ją.
-Ja też się cieszę-powiedziała i schyliła się po kule.
-Pomogę-powiedział od razu.
-Nie! Potrafię sama!-powiedziała i w końcu podniosła je i ruszyła na ławkę rezerwowych.
-Dziękuje-powiedział Leo i przytulił Luisa.
-Nie ma za co, trzeba było tylko ustawić ja i pokazać, że życie toczy się dalej.
-Luis! Potrzebuje listy powołanych na jutrzejszy mecz z Realem-krzyknęła.
-A ty skąd wiesz?-zdziwili się oboje.
-Mam swojego informatora-powiedziała przytulając brata.
-Zaraz Ci dam-powiedział ruszając do niej.

Następnego dnia, stanęła w tunelu wsłuchując się w okrzyki kibiców, musiała przyznać, brakowało jej tego.
-Idziesz?-zapytał Enrique stając koło niej.
-Tak-powiedziała i powoli ruszyła przed siebie, gdy tylko pojawiła się na murawie dostała owacje na stojąco, z uśmiechem podziękowała kibicom i usiadła na ławce rezerwowych.
Spojrzała na wychodzących piłkarzy i uśmiechnęła się do ojca.
Popatrzyła na piłkarzy Realu szukając Cristiano, ten spojrzał na nią i zdziwiony sprintem podbiegł do niej.
-Ana!-krzyknął przytulając ją.
-Dusisz mnie-wyszeptała.
-Tak bardzo się ciesze widząc Cię-powiedział uśmiechając się.
-Ja też się ciesze, że cię widzie ale wracaj na boisko bo czekają na ciebie-powiedziała spoglądając na murawę.
-Strzele dla ciebie bramkę.
-Byle jedną, to Barca ma wygrać-odparła z uśmiechem.
-Zobaczymy-powiedział śmiejąc się i pobiegł do kolegów.
-Widzisz? Cały świat cieszy się z twojego powrotu-powiedział Luis stając koło niej.
-Podasz mi kule?-zapytała.
-Oczywiście.

Mecz zakończył się wynikiem 2-2 a gole strzelali najlepsi ze swoich drużyn Leo i Cristiano, obydwoje dedykowali swoje gole Anie.

Następnego dnia pojechała z ojcem na trening regeneracyjny, usiadła na ławce i posmutniała.
Mimo iż cieszyła się z gry piłkarzy, było jej smutno bo wiedziała, że ona już nie zagra.
Tą zmianę nastroju od razu zobaczył trener Barcelony.
-Co się stało?
-Jest mi przykro patrząc na nich, wiem, że to samolubne ale chciałabym być na ich miejscu, teraz jestem bezwartościowa i niepotrzebna.
-Zaraz Cię palne w ten łeb, przestań tak mówić, zrobię wszystko co w mojej mocy byś zaczęła grać, zostań dzisiaj po treningu to poćwiczymy chodzenie-odparł uśmiechając się.
-Dobrze.
Tak jak powiedziała, została po treningu żegnając się z ojcem i mówiąc, że wróci później.
-Chodź na środek, będzie więcej miejsca-powiedział i ruszył we wskazane miejsce a dziewczyna za nim.
-Nie wiem czy to ma jakikolwiek sens-odparła smutno.
-Nie załamuj się, jesteś naprawdę silną kobietą i dasz sobie z tym rade.
-Dobrze-powiedziała i odłożyła kule, on cofnął się kilka kroków i pozwolił dziewczynie ruszyć.
Spojrzała na niego a on uśmiechem dodał jej otuchy. Zrobiła krok i nie przewróciła się, zrobiła kilka kolejnych i w końcu doszła do niego, mimo iż noga ją bolała to był to ból znośny.
-Brawo-powiedział-Próbujemy dalej?-zapytał a ona przytaknęła.
I tak ćwiczyli przez następne kilka godzin, z każdym krokiem radziła sobie coraz lepiej.
-Mimo wszystko, nie mów na razie rodzicom, nie chcę im robić nadziei. Na razie niech to pozostanie między nam-powiedziała siadając na murawie.
-Oczywiście ale ruszaj się i idziemy.
-Gdzie?-zapytała zdziwiona.
-Do szpitala, trzeba porozmawiać z twoim lekarzem co o tym sądzi-powiedział i ruszył do wyjścia a dziewczyna o kulach powoli za nim.

-Dzień dobry-powiedziała widząc lekarza na korytarzu.
-Ana? Co Cię do mnie sprowadza?-zapytał zdziwiony.
-Możemy porozmawiać na osobności?-zapytała rozglądając się.
-To o co chodzi?-zapytał siadając za biurkiem w swoim gabinecie.
-O to-powiedziała i odłożyła kule, powoli stanęła i ruszyła do niego.
-Ale.. ale jak to-wydusił po chwili.
-Właśnie chcemy się tego dowiedzieć-powiedział Enrique.
-Nie wiem jaki cudem ale zaraz pojedziesz na badania i zobaczymy co tam z twoją nogą-powiedział i zabrał dziewczynę na rezonans.
-Naprawdę, przy tobie zacznę wierzyć w cuda-powiedział uśmiechając się.
-Co wyszło?
-Twoja noga całkowicie zregenerowała się i z tego co patrzę będziesz mogła chodzić normalnie no i oczywiście po długiej rehabilitacji zaczniesz grać-powiedział ponownie się uśmiechając.
-Naprawdę?! Udało się!-krzyknęła i przytuliła trenera.
-Mówiłem, że nie możesz przestać wierzyć.
-Proszę o zachowanie tego dla siebie, chcę zrobić niespodziankę wszystkim-powiedziała spoglądając na lekarza.
-Oczywiście, za niedługo mam nadzieje zobaczyć Cię znowu na boisku-odparł i odszedł.

***
Dzisiaj specjalnie dla was dłuższy rozdział :D

Czytamy, czytamy ;) 

piątek, 6 maja 2016

Rozdział 32

***

Tygodnie mijały a rodzina Messi wiodła spokojne życie, Ana wraz z Leo codziennie jeździli na treningi a po nich spędzali czas z resztę rodziny.

Tego dnia Ana po treningu zaczekała na ojca, bo nie chciała w taką pogodę wracać pieszo.
Po tym jak Leo przebrał się pobiegli do samochodu.
Z nieba padał deszcz, warunki na drodze były fatalne.
Starali się jechać powoli, nagle Leo stracił panowanie nad samochodem i ostatnie co zobaczyli były oślepiające światło lamp tira.

***

Otworzyła oczy jednak równie szybko je zamknęła. Po chwili spróbowała ponownie, próbowała się podnieść jednak przeszywający ból w nodze uniemożliwił jej to.
Opadła z powrotem na poduszkę i próbowała sobie przypomnieć co się stało, ostatnie co pamiętała to nadjeżdżającego tira z naprzeciwka.
-Dobrze, że już się obudziłaś-usłyszała i spojrzała na drzwi, przez które wszedł starszy mężczyzna.
-Kim pan jest?
-Nazywam się Alvaro Rodriguez, jestem ordynatorem i twoim lekarzem.
-Co mi jest?
-Na szczęście nie masz żadnych wewnętrznych obrażeń, lecz z twoją nogą nie jest dobrze.
-Co?!-krzyknęła.
-Tir uderzył w stronę samochodu po której siedziałaś, to cud, że żyjesz, lecz masz zmiażdżoną lewą nogę, jeśli do kilku dni jej stan się nie poprawi trzeba będzie ją amputować. Przykro mi ale nawet jeśli zachowasz nogę, nigdy już nie powrócisz do gry.
-Co?! Nie to niemożliwe! Ja muszę grać!-krzyknęła i wybuchnęła płaczem.
-Przykro mi-powiedział i wyszedł a Ana od razu zrzuciła kołdrę, jej lewa noga była unieruchomiona i zabandażowana, miejscami widać było czerwona plamy od krwi.
Widząc to dziewczyna ponownie rozpłakała się, nie chciała kończyć kariery, to piłka pozwoliła jej zapomnieć o przeszłości, a teraz miała już nigdy nie zagrać, a ponadto stracić nogę.
Chwyciła telefon i drżącymi rękami wybrała numer piłkarza.
-Cesc-szepnęła przez łzy.
-Ana?! Co się stało?!-krzyknął.
-Przyjedź, proszę-dodała dławiąc się łzami.
-Ana! Co się dzieje!-krzyknął po raz kolejny.
-Proszę-wyszeptała i rozłączyła się.
Zszokowany piłkarz od razu wybrał numer do ojca dziewczyny.
-Leo co się dzieje?!-krzyknął
-Cesc?
-Co z Aną? Co się stało? Dzwoniła do mnie, cały czas płacze!
-To przeze mnie, to wszystko moja wina!-krzyknął zrozpaczony.
-Co?! Co się stało?!
-Mieliśmy wypadek! Ona już nie zagra!
-Co?! Leo uspokój się i powiedz mi co się stało!-krzyknął.
-Straciłem panowanie nad samochodem, uderzył w nas tir, mi się nic nie stało, ale tir uderzył w Ane!
Ma zmiażdżoną nogę, chcą ją amputować! To moja wina!-krzyknął zrozpaczony.
-W jakim szpitalu jesteście?-zapytał po kilku minutach ciszy.
-W centrum-wyszeptał.
-Będę za kilka godzin-powiedział i od razu pojechał na lotnisko.
Argentyńczyk podniósł się z łóżka i przyjrzał się sobie, oprócz kilku zadrapań i zwichniętego nadgarstka, nic poważnego mu się nie stało.
Jednak był załamany, pozbawił córkę kariery i to teraz chodziło po jego głowie, to on chciał być na jej miejscu, to jemu miało się to stać!
Wyszedł z sali i ruszył w kierunku pokoju dziewczyny.
Zatrzymał się przed pomieszczeniem, nie potrafił wejść do środka, opadł na krzesła i schował twarz w dłonie. Nie wiedział ile to trwało, minuty, godziny..
Nie potrafił się pozbierał, siedział i płakał.
-Leo!-krzyknęła Anto biegnąc z dwójką dzieci.
-Anto-wyszeptał i po raz kolejny się rozpłakał.
-Kochanie, proszę Cię nie płacz, co z Aną?-zapytała starając się uspokoić męża.
-To wszystko moja wina, chcą jej amputować nogę, nie będzie już grać! To wszystko moja wina!-wybuchnął a kilka osób na korytarzu spojrzało na niego.
-To był wypadek, takie się zdarzają, to nie twoja wina-powiedziała przytulając go.
-Nie prawda! To ja powinienem tam leżeć, to mi się powinno stać.
-Nie mów tak, to nie jest twoja wina! Rozmawiałeś z nią?
-Nie potrawie-dodał szeptem.
-Panie Messi co pan tu robi! Powinien pan leżeć w łóżku i przyjmować kroplówkę!-krzyknęła pielęgniarka widząc go.
-Idź do sali i zabierz chłopców, ja pójdę do Any-powiedziała i weszła do sali, w której leżała dziewczyna.
Gdy tylko zobaczyła córkę, samej jej się chciał płakać, była w gorszym stanie niż Messi. Powoli podeszła do łóżka i usiadła na krześle obok.
-Ana?-zapytała szeptem.
-Co?
-Jak się czujesz?-zapytała powoli.
-A jak mam się czuć! Mogą mi amputować nogę! Już nigdy nie zagram! Ja chcę grać!-krzyknęła i wybuchnęła płaczem.
-Spokojnie, wszystko będzie dobrze-powtarzała trzymając dziewczynę w ramionach.
-Dziękuje-wyszeptała po dwudziestu minutach.
-Uspokoiłaś się?
-Tak, ale co ja teraz zrobię? Nie chcę stracić nogi-wyszeptała.
-Nie wiesz czy ją stracisz. Bądź dobrej myśli-odparła uśmiechając się.
-Co z tatą?-zapytała walcząc ze sobą, by się nie rozpłakać.
-Chyba nawet gorzej niż z tobą, psychicznie oczywiście, fizycznie nic mu nie jest.
-Co się stało?zapytała.
-Obwinia się o wypadek, boi się spojrzeć Ci w twarz.
-Przecież to nie jego wina, jechaliśmy powoli, to wszystko przez tą pieprzoną pogodę-powiedziała spokojnie.
-To jemu to wytłumacz, obwinia się o wszystko-powiedziała smutna.
-Możesz go tu przyprowadzić?
-Oczywiście, trzymaj się, wpadnę do ciebie później-powiedział i wyszła.
A dziewczyna spojrzała na drzwi, nie winiła ojca, nie była na niego zła, to nie była jego wina i on musiał to wiedzieć.

Argentynka wyszła z sali i szybkim krokiem skierowała się do męża.
-Co z nią?-zapytał przestraszony.
-Uspokoiła się, chce z tobą porozmawiać-powiedział spokojnie.
-Dobrze-powiedział ze strachem i ruszył do córki.
-Ana-szepnął widząc ją.
-Cześć tato-odparła uśmiechając się lekko.
-Jak się czujesz?-zapytał, chodź słowa ciężko przechodziły mu prze gardło.
-Lepiej od ciebie, przestań się obwiniać, to nie twoja wina, wypadek jak każdy inny. Proszę Cię, uśmiechnij się, nie winie cie. Rozumiesz?-zapytała zmuszając go by spojrzał na nią. W jego oczach widać było ból i złość.
-Nie prawda! To ja powinienem tu być, to wszystko moja wina!
-Powiedz tak jeszcze raz a wylecisz stąd! To nie jest twoja wina! Rozumiesz to! To nie jest twoja wina!-powtórzyła głośniej a ojciec przytulił ją. Wtuliła się w niego ufnie.
-Przepraszam-szepnął.
-Nie masz za co.
-Jak się czujesz?-zapytał.
-Niezbyt, przeraża mnie to wszystko, nie chcę tracić nogi, chcę żeby wszystko było tak jak kiedyś-powiedziała i już nie powstrzymywała łez.
-Będzie, obiecuje Ci to, będziesz miała dwie nogi i jeszcze zagrasz, obiecuje!
-Wiesz, że to niemożliwe!-powiedziała i szybko otarła łzy widząc wbiegającego brata.
-Przepraszam, nie umiałam go zatrzymać, musiał się z tobą widzieć-odparła Anto.
-Cześć mistrzu-zmusiła się na uśmiech. Chłopiec z uśmiechem podbiegł do siostry i przypadkowo oparł się o jej lewą nogę.
Dziewczyna syknęła i zacisnęła zęby z bólu.
-Przepraszam-szepnął wystraszony.
-Nic się nie stało skarbie, tylko nie dotykaj mi już tej nogi dobrze?-zapytała i przytuliła dziecko uspokajając go.
-Dobrze-powiedział uśmiechając się lekko.
-Widzę, że rodzina Messich w komplecie-powiedział lekarz wchodząc do pokoju.
-Tak, już tak-powiedziała Ana.
-Dobrze, panie Messi, pana wypis już czeka, może pan już opuścić szpital, a raczej sale. Ana co do ciebie to poczekamy do jutra, zobaczymy czy coś się zmieniło, mimo wszystko nie nastawiaj się na nic, to musiałby być cud.
-Wierze w cuda-powiedziała lekarz wyszedł.
-My też-dodała Anto.
-Czy mogłabym się na chwilę przespać? Zmęczona jestem-powiedziała.
-Oczywiście, będziemy czekać na zewnątrz-powiedział Leo.
-Nie, wam też jest potrzebny odpoczynek, widzimy się jutro-powiedział a jej rodzina wyszła.
Spojrzała na okno, było ciemno, czyli leżała tu już kilka godzin.
Bała się nadchodzących dni, bała się, że zostanie kaleką do końca życia.
Nie chciała tego, chciała by znowu było tak jak dawniej, by tego wypadku nie było, nie wiedziała, jak sobie poradzi bez piłki.
Z każdą kolejną myślą coraz więcej łez wypływało z jej oczu.
W końcu zmęczona zasnęła.

***

Następnego dnia obudziły ją krzyki na korytarzu, rozejrzała się po sali. czyli jednak to nie był sen, miała stracić nogę i już nigdy nie zagrać. Z oczy znowu popłynęły jej łzy.
Nie była na to gotowa, w tym momencie potrzebowała Cesca chciała się do niego przytulić, poczuć się bezpiecznie.
-Ana!-usłyszała i podniosła głowę, przed nią stał Fabregas, który szybko podszedł do dziewczyny i chwycił ją w ramiona.
Ta od razu rozpłakała się, siedzieli tak w ciszy, przez długi czas, Cesc próbował uspokoić dziewczynę, jednak bez skutku, do sali od rana dobijali się dziennikarza a później przyszli piłkarze Barcy, jednak dziewczyna nie chciała ich widzieć, nie potrafiła spojrzeć na nich wiedząc, że już nigdy nie zagra razem z nimi na treningu.

Po południu przyszedł chirurg zobaczyć jej nogę. Pielęgniarka powoli odwinęła bandaże a lekarz spojrzał na nogę. Lekko dotknął jej, lecz słysząc krzyk cofnął rękę.
-Przykro mi dziecko ale z tym już nic nie da się zrobić-powiedział patrząc na nią.
-Nie! Nie pozwolę wam jej uciąć!-krzyknęła i po raz pierwszy spojrzała na nogę, a raczej na coś podobnego do nogi. Przeraziła się, wyglądało to okropnie, od razu rozpłakała się i wtuliła w Hiszpana.
-Zabieg będzie za godzinę, przykro mi-powiedział i opuścił salę.
Na zewnątrz czekali rodzice dziewczyny wraz z piłkarzami i trenerem.
-Co z jej nogą?-zapytał Leo.
-Przykro mi, nie da się już nic zrobić, zabieg usunięcia nogi odbędzie się za godzinę.
-Co?!-krzyknęli zszokowani.
-Niestety-odparł i ruszył w przeciwnym kierunku a reszta załamana usiadła na krzesłach.
Po godzinie, z sali wyjechało łóżko, na którym leżała dziewczyna.
Piłkarze poderwali się z miejsc i uśmiechami próbowali dodać dziewczynie otuchy.
-Nie pozwól im na to-wyszeptała przez łzy i odjechała na salę operacyjną.


***

Nowy rozdział będzie za tydzień :)

Proszę o większą aktywność :D

sobota, 23 kwietnia 2016

Rozdział 31

***

Następne dni mijały spokojnie, rodzina Messich odpoczywała właśnie na plaży, ciesząc się ostatnimi chwilami wolnego.
-Ale fajnie-powiedział Thiago przeciągając się na ręczniki.
-No-odparła Ana, po paru minutach podniosła się do pozycji siedzącej i obserwowała morze.
-Co jest?-zapytał Leo przysuwając się bliżej niej.
-Wszystko w porządku-powiedziała nie patrząc na niego.
-Kogo chcesz oszukać? Mnie czy siebie?-zapytał przytulając ją.
-Ja.. ja..-nie dokończyła tylko rozpłakała się.
-Chodź, przejdźmy się-powiedziała wyciągając w jej kierunku dłoń, którą ta przyjęła.
-Dobrze-odparła i ruszyli brzegiem morza.
-Powiedz co się dzieje.
-Chciałabym, żeby wszystko było tak jak kiedyś..-wyszeptała.
-Chodzi o Bartre?
-Tak, dlaczego on mnie nie pamięta?! Chce żeby było tak jak kiedyś, teraz jestem dla niego kompletnie obca, nie zna mnie.
-Daj mu czas, przypomni sobie.
-Ale ile jeszcze to ma trwać?! Kolejny rok!
-Nie krzycz, wiem, że ci ciężko ale dasz rade, wierze w ciebie.
-Ale ja nie.
-Chodź, nie myśl teraz o tym, za parę dni wracamy do domu.
-Dobrze-powiedziała i przytuliła się do ojca.
-To dla ciebie-powiedział Thiago wręczając jej loda.
-Dziękuje kochanie-odparła całując go w czoło.
-Ja też dostanę?-usłyszała i zamarła, odłożyła loda i powoli odwróciła się.
-Marc?!-krzyknęła i podbiegła do niego, w ostatniej chwili opamiętała się-przepraszam-dodała.
-Nie masz za co-odparł i przytulił zaskoczoną dziewczynę. Wtuliła się w niego ufnie, od dawna nie czuła się tak dobrze.
-Co tu robisz?-zapytała.
-Skorzystałem z zaproszenia i jestem-powiedział uśmiechając się.
-Dziękuje tato-odparła przytulając ojca.
-Nie ma za co.

Ten wieczór spędzali rodzinnie przy ognisku. Ana siedziała wtulona w Marca i z uśmiechem spojrzała na rodzinę, tego właśnie potrzebowała, spokoju i miłości.

***

Tygodnie mijały a życie w klubie biegło spokojnym rytmem. Pożegnała się z rodziną i razem z psem spacerem ruszyła na stadion, przebrała się i ruszyła na murawę, na której ćwiczyli piłkarze.
-Cześć!-krzyknęła i uśmiechnęła się do zawodników.
-Gratulacje Ana!-krzyknął Gerard i podbiegł do piłkarki.
-Właśnie, gratulacje! Zasłużyłaś-dodał Luis a dziewczyna zdziwiona spojrzała na nich.
-A powiecie mi o co chodzi?-zapytała.
-To ty nic nie wiesz?!-krzyknął Claudio.
-Leo nie mówiłeś jej?!-zapytał z wyrzutem Neymar.
-Ale o czym?!
-Nie zdążyłem.
-Powiecie mi do cholery o co chodzi?!-krzyknęła zła.
-Zostałaś nominowana do najlepszej trójki Uefa!-krzyknął Dani a reszta zaczęła klaskać.
-Co!-krzyknęła.
-Sama zobacz-powiedział Gerard i podał jej telefon.
-Nie wierze-odparła cicho.
-Gratulacje córciu-powiedział Leo.
-27 sierpnia lecisz z nami do Monaco-odparł Andres.
-Co?! To przecież za dwa tygodnie! Nie zdążę się przygotować!-krzyknęła a piłkarze zaśmiali się.
-Baby-odparł Gererd za co dostał w ramie.
-Za co?!-odparł oburzony.
-Za żywot.

***

Dwa tygodnie minęły szybko i w czwartek 27 sierpnia razem z Andresem, Luisem i Leo pojawiła się na lotnisku.
-Leo!-krzyknął mężczyzna i przytulił piłkarza.
-Cześć Carles-odparł niższy uśmiechając się.
-A ta młoda dama to pewnie Ana?-zapytał spoglądając na dziewczynę.
-Tak, dzień dobry, Ana Messi-powiedziała wyciągając dłoń.
-Carles Puyol.
-Legendarny obrońca Barcy, tak wiem kim pan jest.
-A ty stajesz się legendą, twoja gra i pomoc Barcie jest cudowna.
-Dziękuje-powiedziała i weszła na pokład samolotu.
Zaraz po tym jak samolot wzbił się w powietrze, oparła głowę o okno i zamknęła oczy. Nie spała dobrze tej nocy od nadmiaru emocji, więc już po paru minutach odpłynęła.
Leo widząc, że córka zasnęła ściągnął marynarkę i okrył dziewczynę.
-Zmieniłeś się-powiedział Tarzan patrząc na Argentyńczyka.
-To ona mnie zmieniła-odparł uśmiechając się.
-Jak ona trawiła do ciebie?
-To długa historia-powiedziała i zaczął mówić.
Po kilku godzinach byli już w Monaco, szybko wyszli z samolotu i udali się do hotelu.


Przed 18 zasiadła na widowni, uprzednio witając się z rywalkami, gdy losowanie się zaczęło dyskretnie wyciągnęła notes z torebki wypisując przeciwników Barcy.
-Zostań po gali chwilę, Ana chciała się z tobą widzieć-powiedział Leo nachylając się do Cristiano.
-Jasne-odparł z uśmiechem.
Po tym jak wywołali piłkarki na scenę, wstała i ruszyła przed siebie, odpowiedziała na pytanie i ciekawa czekała na werdykt.
Dziennikarze oddawali głosy a ona z każdą sekundą niecierpliwiła się coraz bardziej, w końcu mężczyzna wszedł na scenę i otworzył kopertę.
-Najlepszą piłkarką tego sezonu w Europie zostaje Ana Messi!-krzyknął a piłkarze Barcelony poderwali się z miejsc i zaczęli klaskać.
-Chciałaby podziękować moim koleżanką i kolegą z Barcy, bez was by się nie udało. Najbardziej jednak dziękuje tobie tato, pokazałeś mi czym jest miłość, dziękuje Ci-odparła gdy odebrała nagrodę.
Szczęśliwa zeszła ze sceny a jej ojciec od razu podbiegł do niej.
-Gratulacje córeczko!-powiedział przytulając ją.
-Dziękuje a teraz leć po swoją-powiedziała i tak się stało. Messi wygrał bezkonkurencyjne.
-Gratulacje!-krzyknął Cris i przytulił dziewczynę.
-Dziękuje, co tam u ciebie?
-Dobrze, trenuje, gram, po staremu.
-Znalazłeś już kogoś?-zapytała.
-Nie-powiedział-Musze lecieć pa-dodał szybko i odszedł.
-Cris! Przestań, nie chciałam-powiedziała doganiając go.
-To po co się pytasz! Powiedziałbym Ci-fuknął.
-Przepraszam-odparła przytulając go.
-A teraz na prawdę muszę iść, do zobaczenia.
-Cris!-krzyknęła a piłkarz odwrócił się-Znajdziesz w końcu-dodała a on uśmiechnął się i odszedł.
W drodze powrotnej w samolocie odbywała się impreza.
-Za parę lat będziesz najlepsza na świecie-powiedział Carles podchodząc do piłkarki.
-Tego nie wiem, dążę do tego a co się stanie to zobaczymy-odparła z uśmiechem.

***

Szła powoli przez park na trening, pogoda była piękna, więc zdecydowała się na spacer.
Rozglądała się podziwiając ludzi, nagle zauważyła małe boisko. Przystanęła niedaleko niego i z uwagą oglądała chłopców biegających za piłką.
Jeden z nich wyróżniał sie od reszty, był znacznie młodszy lecz to jego umiejętności wywyższały go.
Był naprawdę dobry, miał talent i szybkość, idealnie nadawał się do szkółki Barcy.
-Cześć kolego-powiedziała podchodząc do niego gdy pożegnał się z resztą. Ten zdziwiony odwrócił się i pobiegł w przeciwnym kierunku. Szybko jednak dogoniła go.
-Zaczekaj, nic Ci nie zrobię-powiedziała zatrzymując go.
-Czego chcesz?-zapytał przestraszony.
-Świetnie grasz, masz talent. Grasz w klubie?
-Nie-odparł kręcąc głową.
-Jak masz na imię?
-Juan.
-A ja Ana Messi.
-Wiem, twój ojciec to Leo Messi, jest najlepszy!-krzyknął.
-Mogłabym porozmawiać z twoimi rodzicami?-zapytała a on posmutniał.
-Nie mam rodziców.
-A jakaś babcia? Ktokolwiek?
-Mieszkam w domu dziecka, nie mam nikogo-powiedział zasmucony.
-To chodź pokaż mi gdzie a ja coś załatwię-powiedziała z uśmiechem.
Zdziwiona otworzyła buzie gdy okazało się, że  chłopiec mieszka w tym samym ośrodku co ona kiedyś.
-Idź na obiad i zaczekaj później tu na mnie-powiedziała  a on z uśmiechem ruszył na stołówkę.
-Dzień dobry-odparła z uśmiechem wchodzą do gabinetu dyrektora.
-Ana? Co tu robisz?-zapytała zdziwiona.
-Przyszłam porozmawiać o tym chłopcu, Juan ma na imię i chyba ma z 11 lat.
-A tak, jest u nas nowy, przeniesiono go z Madrytu za złe zachowanie.
-Chciałabym mu pomóc, widziałam dzisiaj w parku jak gra, jest świetny, może udałoby mi się załatwić mu grę w Barcie-powiedziała z uśmiechem.
-Jeśli tylko Ci się uda będę szczęśliwa, tu jest mu ciężko, niewiele mówi, jest skryty.
-Mogę prosić o  numer do pani? Dam znać jak mi poszło.
-Oczywiście-odparła i wręczyła dziewczynie kartkę.
-Gdzie idziemy?-zapytał chłopiec gdy wyszli z ośrodka.
-Zabiorę Cię na trening do Barcy, może uda Ci się pokazać i zagrać w kubie.
-Naprawdę?!-krzyknął zdziwiony.
-Zobaczymy co da się zrobić-odparła z uśmiechem.
-Cześć Ana-odparł trener młodzików widząc dziewczynę.
-Dzień dobry.
-Co Cię tu sprowadza?-zapytał rozkładając pachołki.
-Przyprowadziłam Ci nowy talent-odparła.
-Tak?-zapytał zdziwiony podnosząc się i patrząc na chłopca.
-Jest bardzo dobry, daj mu szanse.
-Dobrze, niech idzie się przebrać.
-Nie mam w co-odparł zasmucony.
-Jest z domu dziecka, nie ma stroju ani korków-odparła po cichu nachylając się do trenera.
-Chodź chłopie zaraz coś Ci znajdziemy-odparł z uśmiechem i poprowadził go do szatni.
-Dałeś mu coś?-zapytała gdy mężczyzna wrócił.
-Tak. A co z jego grą widziałaś go?
-Tak, grał w parku ze starszymi od siebie, robił ich jak chciał, to wykapany napastnik, przyda Ci się.
-Mam nadzieje, że to prawda, potrzeba nam jakiegoś bramkostrzelnego piłkarza.
-Da radę, idź i daj z siebie wszystko-dodała dając chłopcu otuchy.
-On jest świetny, muszę mieć go u siebie-odparł trener po treningu.
-Mówiłam, postaram się to załatwić, ale co ze szkołą, mógłby uczyć się w La Masii?
-Jasne, załatwie dla niego wszystko za darmo, ze względu na sieroctwo.
-Dziękuje.
-I co?-zapytał chłopiec podchodząc do nich.
-Gratulacje, od poniedziałku przenosisz się do nas, będziesz tu mieszkał, uczył się i trenował.
-Naprawdę?! Nie będę musiał mieszkać w ośrodku?!-krzyknął ucieszony.
-Nie, zamieszkasz w naszej szkółce.
-Dziękuje!-krzyknął i przytulił trenera a po jego małej twarzy zaczęły spływać łzy. Uśmiechnęła się i spojrzała na zegarek.
-Cholera!-krzyknęła.
-Co się stało?
-Za pięć minut kończy się mój trening, chodź Juan to może uda nam się zdążyć na trening chłopaków-powiedziała i razem z małym Hiszpanem pobiegła w kierunku wyjścia.
-Gdzieś ty była!-krzyknął zły trener widząc piłkarkę.
-Przepraszam ale załatwiałam młody talent do La Masii.
-Co?!
-Spotkałam go w parku, okazało się, że mieszka w tym samym domu dziecka co ja, przyprowadziłam go na trening i właśnie stał się nowym zawodnikiem Barcy. Nie wiedziałam, ze jest już tak późno, przepraszam.
-Dobrze, tym razem rozumiem, idź się przebierz i trenujesz dzisiaj z chłopakami-odparł z lekkim uśmiechem.
-Zostań tu, za chwilę wrócę, weź sobie piłkę i pograj.
-Dobrze-powiedział malec z uśmiechem.
Pobiegła do szatni i zostawiła chłopca samego.
-A kogo my tu mamy?-zapytał Ivan Racitić widząc chłopca, ten szybko puścił piłkę i cofnął się kilka kroków.
-Nie bój się, nic Ci nie zrobię. Jak masz na imię?-zapytał klękając.
-Juan.
-A ja Ivan, gdzie masz rodziców? Zgubiłeś się?
-Nie mam, zginęli jak byłem mamy mieszkam w domu dziecka-powiedział cicho.
-Przykro mi-odparł zdziwiony.
-To nic, Ana załatwiła mi grę w Barcie!
-Naprawdę? Ana wielu osobą pomogła. Chcesz pograć?-zapytał kopiąc do niego piłkę.
-Jasne-odparł z uśmiechem.
Grali przez te kilka minut, a Chorwat z każdą minutą podziwiał wielki talent chłopca.
-Kto to? Ty go przyprowadziłeś?-zapytał Leo widząc chłopca.
-Nie ja a twoja córka-odparł z uśmiechem.
-Co ona znowu wykombinowała-odparł chwytając się głowę.
-Gra pan z nami?-zapytał chłopiec.
-Jasne, jestem Leo a ty?
-Tak wiem, Leo Messi, ja jestem Juan-odparł witając się z piłkarzem. Po paru minutach na murawie byli już wszyscy piłkarze i grali razem z chłopcem.
-Ana, wytłumaczysz mi to? Kto to jest?-zapytał Leo widząc córkę.
-Juan miałeś na mnie zaczekać-odparła widząc jak chłopiec bawi się z piłkarzami.
-Przepraszam-odparł spuszczając głowę.
-Nic się nie stało, to Juan spotkałam go dzisiaj w parku, mieszka w tym samym domu dziecka co ja kiedyś.
-To sierota?-zdziwił się Leo.
-Tak, widziałam jak gra, jest niesamowity, przyprowadziłam go do szkółki i tam już pozostanie.
-Brawo! Będziesz kiedyś grał w pierwszej drużynie-odparł Ivan przybijając piątkę z chłopcem. Musiał przyznać polubił go i było mu szkoda, że taki fajny dzieciak musi mieszkać w domu dziecka.
-Mógłby zostać  u nas na noc? Przyda mi się trochę normalności, od poniedziałku będzie mieszkał już w szkółce-zapytała Ana patrząc na ojca.
-Dobrze, trzeba coś załatwić by go adoptowali, jest jeszcze dzieckiem, nie powinien być sam-odparł przytulając się do córki.
-Postaram się-odparła i podeszła do chłopca- weź sobie piłkę i idź na bok boiska, jak skończy się trening pojedziesz dzisiaj na noc do mnie dobrze?-zapytała.
-Jasne, dzięki-powiedział i przytulił się do niej.
-Za chwilę będzie tu moja żona i córka, możesz pobawić się z nimi. O już są-odparł i podbieg przywitać się z żoną-zajmiecie się Juanem? Ma 11 lat i jest z domu dziecka, Ana go znalazła, nie chcę żeby siedział sam.
-Dobrze kochanie-odparła i podeszła do dziecka.
-Cześć jestem Althea a ty?-powiedziała jego córka podchodząc do chłopca.

-Wróciliśmy!-krzyknęła dziewczyna a Thiago od razu podbiegł przywitać się z siostrą.
-Kto to?-zapytał zdziwiony widząc chłopaka.
-To Juan, zostanie dzisiaj u nas na noc, pokażesz mu swój pokój?-zapytał Leo.
-Jasne, chodź za domem mamy boisko i możemy pograć!-krzyknął Thiago i razem pobiegli na górę.
-Kto to?-zapytała Anto widząc chłopca.
-Zaraz wszystko wyjaśnię-powiedziała siadając do stołu.
-Biedny chłopiec-odparła Argentynka po wysłuchaniu opowieści.
-Ale znalazła się Ana, która wszystkich uratuje-odparł Leo i przytulił lekko córkę.
-Staram się.
-Idę się zdrzemnąć-powiedział Leo i ruszył do salonu.
-Ja też, padam po tym treningu-odparła i ruszyła za ojcem.

Następnego dnia na Camp Nou pojawiło się wiele osób. Dziś był trening otwarty dla rodzin i znajomych piłkarzy.
Thiago i Juan pierwsi wbiegli na murawę i poszli grać w piłkę, po chwili dołączyli do nich następni chłopcy.
-Dzień dobry-odparła widząc trenera młodzików.
-Mamy problem.
-O co chodzi?-zapytała zdziwiona.
-Juan nie zostanie zarejestrowany jako piłkarz Barcy-odparł zły.
-Co?! Dlaczego?!-krzyknęła.
-Nie posiada prawnego opiekuna i nie możemy przyjąć go do La Masii.
-Obiecał mi pan!-krzyknął Juan i ze łzami w oczach pobiegł do tunelu, Ana już chciała pobiec za nim lecz szybszy był Ivan.
-Nie da się nic zrobić?
-Niestety, chyba, że ktoś go adoptuje-odparł smutno.
-Do kiedy mamy czas?
-Do środy.
-To tylko trzy dni. Dobrze, nie przyjmuj nikogo na jego miejsce, spróbuje coś załatwić-odparła i ruszyła do tunelu.
Uśmiechnęła się widząc Juana w ramionach Chorwata i nagle wpadła na pomysł.
-Ivan!-krzyknęła a oni spojrzeli na nią.
-O co chodzi?-zapytał.
-Juan, nie martw się, będziesz grał w Barcy, załatwię Ci to, wracaj na murawę i idź do mojego taty, on się zajmie tobą-powiedziała a chłopiec wykonał jej polecenie.
-Co chcesz zrobić?
-Nie jest Ci obojętny-powiedziała spoglądając na niego.
-Co?!
-Pokochałeś go Ivan-odparła.

-Ja.. Ja nie wiem-odparł zmieszany.
-Ivan, możecie mu pomóc, jego los nie jest Ci obojętny, może to właśnie wy go zaadoptujecie? Może to na was czekał całe życie.
-Zastanawiałem się nad tym od wczoraj, rozmawiałam już nawet z żoną.
-Wierz mi, on będzie Ci za to dziękował do końca życia. Ja nadal dziękuje tacie za to że uratował mnie od dalszego piekła-odparła i ruszyła na murawę-Idź, powiedz mu to-dodała z uśmiechem.
-Przygotuj umowę, jeszcze jutro Juan będzie zawodnikiem Barcelony-powiedziała Ana do trenera.
-Jak to zrobiłaś?-zapytał zdziwiony.
-Ja nic nie zrobiłam, to Ivan uratował tego chłopca.
-Juan chodź tu na chwilę-krzyknął Rakitić a chłopiec od razu podbiegł do mężczyzny.
-O co chodzi?
-Mam do ciebie pytanie, jeśli nie będziesz chciał to od razu powiedz-dodał szybko.
-Dobrze-odparł niepewnie.
-Chcielibyśmy Cię adoptować, chciałbyś?-zapytał wystraszony.
-Naprawdę?! Będziesz moim tatą!-krzyknął a wszyscy spojrzeli na nich.
-Jeśli ty będziesz moim synem-powiedział a chłopiec ze łzami w oczach rzucił się na piłkarza.

***

Tak jak obiecałam jest i nowy rozdział :) Dzisiaj specjalnie dla was dłuższy :D


Co do tego przyjmowania do szkółki, nie wiem jak to wygląda, wymyśliłam coś.